Skip to content

Listopad 2021 – Wzorowa frekwencja

Listopad to miesiąc, w którym spora grupa osób ma problem z opuszczeniem cieplutkiego mieszkania i wyjściem na trening, gdy na zewnątrz jest zimno, mokro i wietrznie. Ja zdecydowanie nie zaliczam się do tej grupy. Szczerze jednak przyznam, że dużo większy problem miałem z zebraniem się do napisania kolejnego treningowego podsumowania. Wreszcie publikuję Listopad 2021 – Wzorowa frekwencja i jest to już przedostatni wpis tegorocznego cyklu. Dla formalności poniżej zamieszczam odnośniki do dziesięciu wcześniejszych podsumowań w roku 2021.

Organizm wyregulowany

Listopad miał być okresem regularnego, aczykolwiek bardzo spokojnego treningu. Taka była moja osobista decyzja po przebyciu koronawirusa. Fakt nieuchronnie zbliżającej się zimy i krótkich dni dodatkowo przemawiał do mnie za realizacją lżejszego treningu.

W przedostatni miesiąc bieżącego roku treningi wykonywałem przez 30 dni, co oznacza jednocześnie, że tych zupełnie wolnych nie było wcale (0 dni). Generalnie trening biegowy wykonywałem raz w ciągu doby, ale podczas wyjazdu trafiła się początkowo zupełnie nie planowana dodatkowa jednostka, tak więc ostatecznie miesiąc zakończyłem z 31 treningami.

OkresIlość dni treningowychIlość jednostek treningowychLiczba dni wolnych
1-7 listopad770
8-14 listopad780
15-21 listopad770
22-28 listopad770
29-30 listopad220
Ogółem30310
Tabela poszczególnych tygodni treningowych w listopadzie 2021

Łączny pokonany dystans podczas wszystkich treningów biegowych wyniósł 392 kilometry. Pokonanie takiego kilometrażu zajęło mi dokładnie 32 godziny. Średnia długość treningu to 12,65 kilometra. Tak jak pisałem o tym już w podsumowaniu miesiąca października w listopadzie ze względu na realizację w głównej mierze spokojnych biegów średnie tempo przypadające na przebiegnięcie każdego kilometra wyniosło 4:53/km i była to najniższa a zarazem sporo odbiegająca od pozostałych wartość w całym 2021 roku.

Listopad w telegraficznym skrócie

W pierwszym tygodniu miesiąca oprócz spokojnych rozbiegań zrobiłem kilkanaście przyśpieszeń, przede wszystkim krótkich odcinków. We wtorek umówiłem się na bieganie z Pawłem, który zarówno w tym jak i w grudniowym podsumowaniu na pewno pojawi się nie raz. Mieszkamy od siebie niespełna 3 kilometry a dodatkowo wybrane jednostki możemy realizować wspólnie, dlatego postanowiliśmy z tego korzystać. Na wjeździe do Starego Gaju tuż za szlabanem wykonałem 9 podbiegów o długości ok. 150 metrów i dość lekkim nachyleniu. Odcinki wychodziły w przedziale 27-29 sekund a między nimi przerwa wynosiła 70 sekund.

W czwartek wybrałem się na lubelski stadion lekkoatletyczny, ale na błękitną bieżnie nawet nie wchodziłem. Postanowiłem przebiec tylko kilka okrążeń po koronie, która liczy ok. 600 metrów, dzieląc ją pół na pół. Szybszy odcinek 300-stu pokonywałem w 60 sekund (3:20-3:30/km), natomiast wolniejszy truchtałem spokojnie przez 105 sekund. Przebiegłem tylko 6 takich okrążeń.

W sobotę chciałem wykonać większą ilość przebieżek na niezbyt długiej przerwie w truchcie. I takim oto sposobem wykonałem dwie serie a każda z nich liczyła 10 przebieżek 20-sto sekundowych z przerwą 40 sekund. Ogółem wyszło 20 krótkich odcinków, ale nie był to dla mnie bardzo komfortowy trening pod kątem wydolności tlenowej.

Górski klimat

W drugim tygodniu listopada miałem urlop, który w większości spędziłem jednak w mieszkaniu. Aby nie był to całkowicie zmarnowany czas na pół tygodnia wyskoczyłem w polskie góry, do Zakopanego, w którym nie byłem jak dobrze liczę ponad 15 lat.

Zanim jednak zmieniłem na parę dni otoczenie wpadły dwa treningi w mieście. Pierwszy to krótkie na 80 metrów, ale stosunkowo strome podbiegi w ilości 20 powtórzeń. Sama dynamiczna praca na podbiegu to 15-16 sekund a powrót w spokojnym zbiegu i z chwilowym postojem łącznie na 50 sekund.

Kolejny dzień to 6-cio kilometrowe progresywne rozbieganie od 4:50/km do 4:00/km, następnie kilometr przejściowy a później jeszcze kilkanaście przebieżek. 10 odcinków po 15 sekund dzielonych 30-ma sekundami w marszu a następnie 5 razy 30 sekund z przerwą 45 sekund, również w marszu.

Zdjęcie wykonane po jednym z porannych treningów w Zakopanem

Pobyt w Zakopanem, był zdecydowanie dobrze spędzonym czasem. Nie będę się dokładnie rozwodził nad bieganiem. Oczywiście zaliczyłem kilka rozbiegań z dość solidnymi przewyższeniami, ale przez te dni nie wykonywałem żadnych jednostek jakościowych.

Regeneracyjne wieczory

Kolejny, trzeci tydzień listopada był zdecydowanie najspokojniejszy pod kątem biegania. Od poniedziałku do piątku ograniczyłem się jedynie do rozbiegań a co drugi dzień na koniec dokładałem jeszcze kilka rytmów. Wynikało to z faktu, że treningi ponownie wykonywałem późnym wieczorem lub nocą, po całym dniu pobytu w pracy i podróży.

Dopiero w sobotę będąc w Łodzi postanowiłem wykonać wzdłuż ulicy Tamka kolejne podbiegi. 12 powtórzeń o długości 180 metrów weszło trochę w nogi. Skopiowałem dokładnie ten sam trening sprzed sześciu tygodni. Z tą tylko różnicą, że tym razem pokonanie takiego podbiegu zajmowało mi średnio 37-39 sekund, czyli aż o 3 sekundy wolniej, niż przed wirusem. Zmieniła się jednak przerwa, która wcześniej wynosiła półtorej minuty a teraz została skrócona o 15 sekund.

Kolejnego dnia, w niedzielę zrobiłem 18 kilometrów rozbiegania w tempie 4:40/km i był to pierwszy dłuższy trening od półtora miesiąca.

Zabawy na prędkościach

Ostatni pełny tydzień listopada był już nieco żwawszy. Oczywiście w dalszym ciągu starałem się przedzielać szybsze treningi jednostkami zupełnie regeneracyjnymi na niskim tętnie.

Na początku późnym wtorkowym wieczorem wykonałem zabawę biegową w dość niecodziennej konfiguracji. Szybsze odcinki to 10 – 20 – 30 – 40 – 50 – 60 sekund, natomiast przerwy dwa razy dłuższe ale w tempie 4:30-4:45/km, więc o zupełnym truchcie nie było mowy. Ogółem wykonałem 3 takie serie, podczas których niepostrzeżenie mięło mi ok. 7,5 kilometra. To było całkiem fajne bieganie.

Dwa dni później do 8-miu kilometrów rozbiegania dorzuciłem 12 odcinków półminutowych w tempie (3:17-3:27/km) z przerwami minutowymi (4:30-4:40/km).

W niedzielę ponownie umówiłem się z Pawłem. W planach miał 20 kilometrów, natomiast ja dołączyłem na 16 z nich. To było dla mnie pierwsze dłuższe i szybsze bieganie od września. Średnia z całości tego dnia wyszła mi 4:18/km. Tętno jednak było dużo wyższe, niż zazwyczaj na takich treningach.

Wbieg w grudzień

Ostatni tydzień listopada był krótki, bo liczył jedynie dla dni. W poniedziałek zrobiłem bieg regeneracyjny a we wtorek już po raz kolejny umówiłem się z Pawłem. Tym razem po kilku kilometrach w bardzo spokojnym tempie zrobiliśmy podbiegi, ale już nie w lesie a wzdłuż ulicy Jana Pawła II i Wąwozu na Czubach. Ogółem 10 odcinków 200-stu metrowych, w których nieparzyste prowadził Paweł a ja zmieniałem go na powtórzeniach parzystych. Wszystkie odcinki biegaliśmy w 39-40 sekund (tempo ok. 3:20/km) a przerwa była dwukrotnie dłuższa i wynosiła do 80 sekund. I tak zakończył się przedostatni już miesiąc tego bieżącego roku.

Rekord absolutny

Nikogo chyba nie zdziwi, że w listopadzie na wzór miesięcy poprzednich również nie próżnowałem. Co prawda częściowo wybierałem urlop, spędzając go w mieszkaniu, ale mimo wszystko regularnie trenowałem i starałem się być aktywny.

Pod kątem spacerowania był to rekord absolutny. W opisywanym miesiącu przeszedłem aż 192 kilometry. Dla przypomnienia w październiku były to 103 kilometry i też wynik ten był najwyższy od początku bieżącego roku. Łączna ilość pokonanych kroków to kolejna najwyższa wartość wynosząca ponad 744 tysięcy. Daje to świetną średnią 24,8 tysiąca na dzień. Był to zatem całkiem obfity miesiąc.

Ostatnimi czasy coś nie wyrabiam się ze sprawnym podsumowaniem kolejnych miesięcy. Muszę się zebrać w sobie, aby chociaż podsumowanie grudnia pojawiło się niedługo po jego zakończeniu.

Published inDziennik biegacza

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.