Skip to content

Zagraniczne przygody biegowe – treningi

Mamy czasy jakie mamy. Jeszcze trochę poczekamy na powrót do rozgrywania regularnych zawodów. Ja nie mam z tym jakiś wielkich problemów i konsekwentnie robię swoje. Okres przedłużającej się kwarantanny oraz obostrzeń sprzyja tworzeniu czegoś co zupełnie unikatowe lub też wspomnieniom tego co już było. Wpadłem na pomysł, aby stworzyć tekst pt. “Zagraniczne przygody biegowe – treningi” a zatem jak nie trudno zgadnąć, kolejny będzie nawiązywał do zawodów, w jakich do tej pory miałem okazję wystartować poza granicami Naszego kraju.

Urlop zagraniczny

Ile osób, tyle sposobów na zagospodarowanie swojego czasu podczas wolnego od codziennych obowiązków służbowych. Część osób odpoczywa zupełnie i mam tu na myśli odłożenie na pewien czas zadań, które wykonują przez większość dni w tygodniu. Można zatem ustawić autoresponder na skrzynce e-mailowej i wyłączyć zupełnie na kilka dni telefon służbowy. Aby odpoczynek był w pełni skuteczny owa grupa osób może również zrezygnować z systematycznych ćwiczeń, czy wręcz z regularnego treningu, który bądź co bądź, jest odskocznią od pracy zawodowej, ale poniekąd bywa też obciążający na rzecz błogiego lenistwa.

Zdecydowanie nie zaliczam się do grupy osób opisanej powyżej. Reprezentuję ekipę, która planując urlop i wyjazd (praktycznie wszędzie) wertuje mapę w poszukiwaniu doskonałych terenów do aktywności fizycznej. Nie skłamie ani trochę pisząc, że podczas pakowania torby lub walizki najwięcej miejsca muszę wygospodarować na sprzęt biegowy.

Wybór butów nie jest prosty. Wynika to głównie z nawierzchni po jakiej będę biegał oraz jednostek treningowych, które mam do wykonania w najbliższych kilkunastu dniach. Gdyby się jednak lista kończyła na samych butach to byłby istny pikuś. Jak to mówią: im dalej w las, tym więcej drzew. Nie będę kontynuował tego wątku, bo to idealny temat na kolejny wpis a większość osób wie, że spakowanie się na kilkudniowy wyjazd, w lokalizacje o zróżnicowanych warunkach atmosferycznych to nie jest małe przedsięwzięcie 🙂

Wracając jednak do głównego wątku tego wpisu. Postaram się przybliżyć miejsca, w których dotychczas udało mi się pobiegać poza granicami Polski. Kto wie, być może ktoś z Czytelników również tam był i podzieli się ze mną swoimi wrażeniami 😉

Berlin (Niemcy)

Wyjazd ten miał miejsce w sierpniu 2018 roku. Byłem jedną z bardzo nielicznych osób w Polsce, które otrzymały od Nike oraz Sklepu Biegacza zaproszenie na wyjazd do stolicy Naszych zachodnich sąsiadów. W tym czasie w Berlinie na historycznym obiekcie odbywały się lekkoatletyczne Mistrzostwa Europy. W ramach zaproszenia otrzymaliśmy bilet wstępu na jeden wieczór mistrzowskich zmagań.

Arena Igrzysk Olimpijskich 1936 roku a obecnie Lekkoatletycznych Mistrzostw Europy 🇩🇪 Największe wrażenie robi nie sama wielkość we wnętrzu stadionu co jego historyczny wygląd zewnętrzny 🏟️

Publiée par mati.run sur Jeudi 9 août 2018

Oglądanie zawodów na żywo z trybun Stadionu Olimpijskiego było dużym przeżyciem. Wcale nie mniejsze wrażenie zrobił na mnie pobyt w miejscu, do którego zostaliśmy przewiezieni w aurze zupełnej tajemniczości. To był punkt kulminacyjny wyjazdu do Berlina. Projekt Nike Fast Lab, a więc wszystko co związane z projektem #breaking2, którego finał miał miejsce 6 maja 2017 roku na włoskim torze wyścigowym Monza. Oprócz tego prototypy najszybszych butów świata a wszystko to w elektryzującej scenerii laserów i efektów dźwiękowych. Zapamiętam to na pewno do końca mojej biegowej przygody.

Nike Fast Lab 🤩 Czyli główny punkt mojej podróży do Niemiec 🇩🇪 Podsumowanie projektu #breaking2 z roku ubiegłego,…

Publiée par mati.run sur Jeudi 9 août 2018

Czas spędzony w stolicy Niemiec był krótki i intensywny. Zwyczajnie nie było czasu na spektakularne bieganie, bo harmonogram dnia i nocy był mocno napięty. Wspólnie ze znajomymi wykonaliśmy jedno poranne rozbieganie. To było na prawdę kilkanaście niezapomnianych godzin w Berlinie. Podczas tego wyjazdu poznałem również Andrzeja Witka, jednego z najszybszych amatorów biegaczy długodystansowych w Naszym kraju. Od kilku lat prowadzi swoją grupę biegową we Wrocławiu i jest autorem bloga 140minut.pl

Mediolan, Wenecja, Modena (Włochy)

Włochy do tej pory odwiedziłem dwa razy i były to na ogół około tygodniowe wyjazdy a co za tym idzie dość intensywne pod kątem biegowym. Generalnie urlopy spędzone we Włoszech to okres intensywnego zwiedzania i trenowania. Dotychczas miałem okazję pobiegać w kilku dużych miastach i małych miejscowościach w północnej części Italii. Odwiedziłem m.in. Mediolan, Wenecję, Modenę, Bolonię, Bergamo, Sassuolo i kilka pomniejszych.

Wspomnienia zostają na długie lata. Dla mnie jedną z takich niezapomnianych chwil będzie bez wątpienia pierwsze po przylocie śniadanie. Po przemieszczeniu się z lotniska o godzinie 4 nad ranem w jednej z najbardziej prestiżowych kawiarni, zlokalizowanych na mediolańskim dworcu kolejowym “Milano Centale”. Sama budowla robi wielkie wrażenie a ten pierwszy “posiłek” na włoskiej Ziemi, zobaczcie sami (…) Niby nic a smak nie do opisania (…)

Każdy dzień pobytu pod względem jedzenia był czymś wyjątkowym. Prawdziwa pizza, pyszne pasty, świeże owoce morza, cytrusy oraz słodkości. Dla mnie wyborna sprawa. Treningi zazwyczaj o poranku, czyli tak jak lubię najbardziej. Wilgotność powietrza we Włoszech jest na ogół wysoka. Słońce operuje dość intensywnie a wszystko to sprawia, że niektóre jednostki treningowe na prawdę okazały się dla mnie wymagające. Początkowo trochę mnie to niepokoiło, ale z czasem zdałem sobie sprawę z faktu, że to naturalna kolej rzeczy. Oczywiście nie jest to odległy kraniec świata, ale czasami nawet podróż i aktywność fizyczna w innej części kontynentu bywa trudna i wymaga aklimatyzacji.

Obecnie Włochy powoli i ostrożnie zaczynają wracać do względnej normalności po tragedii jaka ich spotkała w ostatnim czasie. Mocno wierzę, że globalna sytuacja związana z pandemią już niedługo będzie tylko przykrym wspomnieniem. Trzeba żyć dalej, dlatego ja już wstępnie myślę o kolejnym wylocie do Włoch, kolejnych zwiedzonych miastach oraz wykonanych treningach.

Edinburgh, Pentland Hills (Szkocja)

Szkocja jest mi szczególnie bliska. Wynika to z faktu, że od wielu lat mam w tym kraju rodzinę, którą zawsze z wielką chęcią odwiedzam. W trakcie studiów wyjeżdżałem tam również w celach zarobkowych do pracy. Z tym, że w tamtym okresie bieganie zupełnie mnie nie interesowało. A szkoda i to wielka, ponieważ teraz byłbym zapewne na zupełnie innym poziomie.

Odkąd jednak zainteresowałem się bieganiem moje wyjazdy skupiały się na stolicy kraju a więc Edynburgu i najbliższych okolicach. Stolica ma niepowtarzalny klimat. Już wielokrotnie wśród swoich znajomych powtarzałem, że jest to miasto w którym mógłbym spędzić przynajmniej z rok czasu. Tego nie da się tak po prostu opisać. To trzeba zwyczajnie zobaczyć.

Rób to co kochasz 🏃‍♂️ Kochaj to co robisz ❤️

Publiée par mati.run sur Mardi 19 novembre 2019

Co sprawia, że Edynburg jest w mojej opinii tak wyjątkową europejską stolicą? Być może wynika to z faktu, że nie zwiedziłem ich aż tak wiele, ale to miasto, które ma dostęp do dużej zatoki Morza Północnego i zlokalizowane jest u podnóża wygasłego wulkanu. Arthur’s Seat i Park Holyrood to obowiązkowe miejsca, które musi odwiedzić każdy turysta będący w Edynburgu. Zresztą wszystkie zakątki warte zwiedzenia zlokalizowane są na przestrzeni zaledwie 3 kilometrów. Nie wymaga to zatem przemieszczania się komunikacją miejską a jedynie chęci do spacerowania, raz pod górę a raz w dół, bo miasto jest dość zróżnicowane pod względem ukształtowania terenu.

Kilkanaście minut drogi od Edynburga znajduje się natomiast prawdziwy raj dla miłośników trekkingu, jazdy na rowerach górskich i biegaczy, szczególnie tych trailowych. Pentland Hills Regional Park, bo o nim wprawi w zachwyt każdego!

Można biegać 🏃‍♂️ Można żyć 😍

Publiée par mati.run sur Samedi 23 novembre 2019

Całe pasmo Pentlandów liczy długość około 20 mil i oferuje bardzo dużą ilość kombinacji i różnorodności tras. Pasmo rozpościera się w kierunku południowo-zachodnim od Edynburga. Szczyty wchodzące w skład pasma Pentlandów nie są wysokie i wynoszą na ogół od około 500 do około 600 m n.p.m. Dość łagodne zbocza umożliwiają bieganie i spacerowanie, choć silne podmuchy wiatru, charakterystyczne dla Wysp Brytyjskich niekiedy wprawiają w zakłopotanie.

Wiele jeszcze przede mną

Jak wynika z powyższego tekstu nie podróżuje specjalnie dużo. Wynika to chyba z faktu, że jestem typem pracoholika. Jeśli pracuję to pracuję na prawdę dużo. Ale musicie uwierzyć na słowo, że zagraniczny wyjazd po dłuższej przerwie smakuje wyjątkowo 😀

Jeśli macie swoje ulubione miejsca poza granicami Naszego kraju, które są równie atrakcyjne turystycznie jak i pod kątem uprawiania sportu to z wielką chęcią o nich przeczytam. Podzielcie się nimi w komentarzu pod tym tekstem lub pisząc do mnie bezpośrednio wiadomość prywatną.

Published inDziennik biegacza

2 komentarze

  1. HoldMyBeerAndWatch HoldMyBeerAndWatch

    Biegłem maraton w Berlinie i półmaraton (który sam sobie zgotowałem) w Mediolanie.
    Zgadzam się, że są wyjątkowe.
    W Edynburgu też mam rodzinę i byłem dwa razy, ale nigdy nie biegałem. Muszę sprawdzić Arthur’s Seat.
    Ja zdecydowanie dołożyłbym Hiszpanię. Barcelona i stadion Olimpijski na wzgórzu Montjuic to raj dla biegaczy. No.i można biegać promenadą nad morzem śródziemnym.
    Czy chociażby Costa Del Sol i rejony (Rhonda, Sierra Nevada).

    Pozdrawiam
    Mariusz

    • Przepraszam, że dopiero teraz dostrzegłem Twój komentarz. Dzięki wielkie za podzielenie się swoimi dotychczasowymi przygodami biegowymi. Muszę pomyśleć o tej Hiszpanii a Ty jeśli będziesz w Edybnurgu to zdecydowanie Wzgórze Artura i pofatyguj się też tych kilka kilometrów za miasto.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.