Skip to content

Q3 2020 – treningowe podsumowanie

Czas upływa jak szalony. Za Nami już trzy kwartały 2020 roku a do przyszłego 2021 pozostały jedynie 3 miesiące. Wielu z Nas oczekuje już Nowego Roku, który miejmy nadzieje będzie zgoła lepszy od aktualnego. Pandemia koronawirusa wywróciła do góry nogami życie wielu ludzi. Jeśli chodzi o mnie to okres od lipca do września wniósł do mojego życia dość duże zmiany. Zanim skupię się na kwestiach treningowych zapraszam do zapoznania się z wpisami poświęconymi dwóm pierwszym kwartałom 2020 roku. Odnośniki do nich znajdują się poniżej:

Lipiec

czyli po prawie 30 latach opuszczam na dłużej Lublin (…)

Tak to bez wątpienia wydarzenie najważniejsze w trzecim kwartale aktualnego roku. Ostatniego dnia czerwca spakowałem walizkę i wyjechałem do Warszawy, by nazajutrz 1 lipca podpisać umowę o pracę w nowej firmie. Byłbym kłamcą pisząc, że przyszło mi to łatwo i przyjemnie. Tak nie było. Byłem mocno zestresowany zarówno sytuacją, która spotkała mnie kilkanaście tygodni wcześniej, jak i tym co może stać się w kilkunastu kolejnych tygodniach.

Nowa praca to nowi współpracownicy, nowe procedury, nowa specyfika i nowe wyzwania. Jakby tego było mało wszystko wokół również inne, niż do tej pory. Nowe trasy do biegania i nowe miejsca do odkrycia. Niby tylko Warszawa i okolice, ale jednak to już nie Lublin (…)

W kwestii zawodów nie zmieniło się zupełnie nic. Podobnie jak w poprzednim kwartale nie wziąłem udziału w żadnym biegu czy to ulicznym, czy przełajowym, ale nie porzuciłem absolutnie treningu biegowego. Wręcz przeciwnie próbowałem dostosowywać się do nowej rzeczywistości. Większość czasu w lipcu spędziłem w Ząbkach pod Warszawą a dzięki porannym treningom poznałem okoliczne miejscowości m.in. Zielonkę, Marki, Rembertów oraz rzecz jasna wspomniane wcześniej Ząbki.

Sierpień

czyli nie trenuję do zawodów, ale wyszło rekordowo (…)

Po pierwszym miesiącu spędzonym w nowej pracy i nowym mieście byłem już względnie zaadoptowany do nowej sytuacji. Poniedziałki pozostały dniami wolnymi od treningu biegowego. Od wtorku do piątku trenowałem w porannych godzinach, następnie szedłem do pracy a wieczorami gotowałem i przyrządzałem posiłki, bądź spędzałem czas na rozciąganiu w pobliskim parku. W przypadku weekendu wolnego do pracy wyjeżdżałem do Lublina, by tam spędzić choć trochę czasu z rodziną oraz potrenować ze znajomymi z drużyny.

W tym czasie przeprowadziłem się na warszawskie Bródno skąd rozpoczynały i kończyły się moje treningi. Przez kilka kolejnych tygodni poznałem całkiem dobrze wschodnie dzielnicy stołecznego miasta. Biegałem raz dziennie. Mimo to poruszanie się po nowych okolicach i dostosowanie poszczególnych jednostek treningowych do okolicznej infrastruktury sprawiały, że treningi te wynosiły zazwyczaj powyżej 15 kilometrów a całe tygodnie zamykałem z przebiegiem powyżej 100 kilometrów (wtorek-niedziela). Przełożyło się to zatem na rekordowy w mojej dotychczasowej przygodzie z bieganiem kilometraż wynoszący 456 kilometrów.

Mimo, iż był to dość intensywny pod względem objętości miesiąc to jednak nie wydarzyło się w nim nic szczególnego. Zdrowie dopisywało a energii i motywacji do działania nie brakowało. W okresie tym w pamięć zapadły mi w szczególności dwa treningi, które udało mi się zrealizować podczas pobytu w rodzinnych stronach.

Pierwszy z Nich był treningiem stricte pod biegi średnie i wykonałem go wraz z Pawłem Grochmalem, kolegą z drużyny, który tydzień później rywalizując w Mistrzostwach Polski Masters zdobył brązowy medal w kategorii M40 na dystansie 800 metrów. Na bieżni lekkoatletycznej w Pszczelej Woli wykonaliśmy trening w konfiguracji 2*400 m – 600 m – 500 m – 2*400 m, w tempie około 3:00 min/km.

Drugi trening biegałem już sam. Na lubelskim błękitnym tartanie wykonałem 10*1 km w tempie 3:30 -> 3:25 min/km. Tego dnia moje samopoczucie było wyborne. Nie przesadzę pisząc, że był to mój najbardziej udany trening od kilku miesięcy.

Wrzesień

czyli, do zaliczenia sprawdzian, ale nie w szkole (…)

W dziewiątym miesiącu tego roku w zasadzie nie wydarzyło się u mnie nic nadzwyczajnego. Dzieci wróciły częściowo do szkoły a ja systematycznie trenowałem i chodziłem do pracy.

Okres ten upłynął mi dość szybko. Zaliczyłem w tym czasie kilka wartościowych jednostek treningowych. Do tych, które zapadły mi szczególnie w pamięci zaliczyć mogę chociażby trening w konfiguracji 400 m – 800 m – 1200 m – 1000 m – 800 m – 600 m – 400 m. Podobnie jak w poprzednim miesiącu zrobiłem go w towarzystwie Pawła i ponownie szybkie kółka “kręciliśmy” na bieżni w Pszczelej Woli. Tempo tym razem oscylowało w okolicach 3:15 min/km w przypadku najdłuższych odcinków i około 3:00 min/km w przypadku najkrótszych.

Pod koniec miesiąca natomiast urządziłem sobie “długi weekend” i na cztery dni pojawiłem się ponownie w Lublinie. Wraz z ekipą mieliśmy zaplanowany sprawdzian na dystansie 3000 metrów. Początkowo pod znakiem zapytania stało miejsce testu. Ostatecznie wybór padł na Bełżyce, gdzie dosłownie kilka tygodni wcześniej do użytku została oddana nowa pełnowymiarowa bieżnia lekkoatletyczna. Jak się okazało na miejscu nadzwyczaj miękka, co może mieć swoje zarówno zalety jak i wady.

Sam sprawdzian poprzedziły dwie sytuacje, które skutecznie odebrały mi ochotę na wyjście ze strefy komfortu w dniu testu. Druga połowa września przyniosła spore ochłodzenie. Zimne zrobiły się przede wszystkim noce i poranki a jak wiadomo swoje treningi wykonuje właśnie w godzinach porannych. W tygodniu poprzedzającym wyjazd do Lublina zwyczajnie mnie przewiało. Na treningu tempowym zgrzałem się a następnie owiał mnie zimny wiatr. Byłem ubrany bardziej na lato, aniżeli na jesień. Efekt był taki, że ucierpiała nad tym dolna partia pleców. Miałem duże problemy ze swobodnym wstawaniem z łóżka, czy krzesła a dodatkowo dyskomfort wywoływał nawet zwykły skłon np. aby zawiązać buty. Nie chciałem wyjść na kombinatora, dlatego postanowiłem zadziałać podklejeniem plastrów rozgrzewających, które znacznie ukoiły wspomniany ból.

Dyskomfort związany z przewianiem to był tylko wstęp do tego co spotkało mnie w Lublinie. W moim mieszkaniu przytrafiła się awaria hydrauliczna i cały piątkowy wieczór oraz pół nocy przeleżałem na podłodze, próbując naprawić usterkę. Ostatecznie udało się to zrobić dopiero w sobotę po powrocie z drużynowego spotkania w Bełżycach.

Wracając natomiast do samego testu to wyszedł on przyzwoicie, choć bez rewelacji. Pokonanie 7,5 okrążeń bieżni zajęło mi 9 minut i 55 sekund. Oznacza to tempo około 3:18 min/km. Rezultat w tej sytuacji jak najbardziej akceptowalny, ale i z pewnością możliwy do poprawy w przyszłości.

Cyfry i cyferki

Podobnie jak w przypadku dwóch pierwszych podsumowań kwartalnych również i tym razem na koniec wpisu zamieszczam tabelę podsumowującą. Zawiera ona co prawda mniejszą ilość danych, ponieważ pominięte zostały aktywności związane z treningiem uzupełniającym jak również aspektami regeneracyjnymi.

Jeśli czytasz ten wpis z urządzenia mobilnego, ze względu na ograniczone możliwości wyświetlacza prawdopodobnie konieczne będzie przesuwanie tabeli poniżej kciukiem od prawej do lewej.

Mój trening w Q3 2020

LIPIECSIERPIEŃWRZESIEŃSUMA
Przebiegnięte kilometry4114564081275
Ilość dni
treningowych/wolnych
26/527/426/479/13
Udział w zawodach0000
Średnia ilość kilometrów przypadająca na dzień treningowy15.816.915.716.1
Czas biegania
(w minutach)
1813204318605734′
95h34′
Średnie tempo z całości
(m:ss/km)
4:244:294:334:29

Nadszedł więc czas na ostatni kwartał nietypowego 2020 roku. Szczerze mówiąc nie jestem przesadnym optymistą w kwestiach związanych z dalszą sytuacją epidemiologiczną w Polsce i na świecie. Mamy jesień a przed Nami zima. Nie wróży to nic dobrego. Życzyłbym sobie oraz Wam rzecz jasna, aby wszystko co związane z wirusem COVID-19 uciekło w niepamięć. Nie stanie się to na pewno z dnia na dzień, ale miejmy nadzieję, że to już ostatnie miesiące tak dziwnych okoliczności, którym od połowy marca stawiamy czoła.

Mam nadzieję, że moje kolejne podsumowanie treningowe okazało się dla Was ciekawym tekstem. Jeśli macie jakieś swoje spostrzeżenia, obserwacje lub sugestie to możecie się nimi podzielić pozostawiając komentarz pod wpisem, lub kontaktując się ze mną prywatnie.

Published inDziennik biegacza

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.