Skip to content

1 Olejarska Dycha – relacja

W zasadzie od początku powstania bloga jednym z jego założeń było publikowanie relacji z zawodów. Z wiadomych względów w ostatnich dwóch latach samych zawodów było zdecydowanie mniej, niż w latach poprzedzających pandemię koronawirusa. Czasu tego jednak zupełnie nie zmarnowałem, nie obraziłem się na bieganie, ale też nie startowałem w zasadzie w ogóle. Moimi jedynymi zawodami były te nieukończone w Łodzi o których napisałem oddzielną relacje. Po wielu życiowych perypetiach wystartowałem jednak w normalnym biegu bez podziału na strefy startowe itp. Zachęcam zatem do przeczytania relacji z 1 Olejarskiej Dychy, która odbyła się 29 maja 2022 roku w Nieliszu.

Zapisy

Samo zapisanie się na ten bieg nie było takie oczywiste jakby mogło się to wydawać. Co prawda od około miesiąca wyświetlały mi się na Facebooku stosowne propozycje to jednak nie do końca byłem zdecydowany i odwlekałem proces zapisu. Kiedy już jednak stwierdziłem, że warto się zapisać i w końcu wystartować okazało się, że na około dwa tygodnie przed biegiem limit 250 miejsc z tańszą opłatą startową został wyczerpany.

Na trzy dni przed zawodami Organizator ogłosił, że mimo wyczerpania limitu można zadeklarować chęć startu za pośrednictwem e-maila i w ten sposób zapisać się na listę rezerwową. Tak też uczyniłem. W odpowiedzi na wiadomość otrzymałem informację, że w przypadku nieodebranych pakietów do godziny 9:30 w dniu biegu, pozostałe numery startowe będą do rozdysponowania spośród osób znajdujących się na liście oczekujących.

Biuro zawodów

Dojazd z Lublina do Nielisza autem zajął trochę ponad godzinę. Na miejsce dotarliśmy około godziny 9:20. Wraz z Karolem byliśmy przekonani, że zapis na bieg w biurze zawodów przebiegnie sprawnie i już po kilkunastu minutach będziemy mogli przystąpić do rozgrzewki. Nic bardziej mylnego. Odstaliśmy swoje w dwóch oddzielnych kolejkach. W pierwszej tylko do pobrania karty zgłoszenia, w drugiej natomiast do uiszczenia opłaty, która w dniu zawodów wynosiła 60 złotych. Otrzymałem nieodebrany do wskazanej godziny numer 155 przeznaczony dla Pani Urszuli i markerem dopisano moje imię. Ruszyliśmy nerwowo w kierunku auta w celu “przygotowania” do biegu.

Rozgrzewka

Tę kwestię mógłbym zamknąć jedynie w dwóch słowach “nie było”. Ale, że lubię się rozpisywać to akapit ten będzie nieco bogatszy w treść. Oczekiwanie w biurze zawodów na możliwość zapisu zajęło tyle czasu, że z planowanej rozgrzewki finalnie nic nie wyszło. No pięknie – pomyślałem. Nie dość, że przez ostatnie dwa lata wystartowałem tylko raz i nie ukończyłem biegu to teraz jeszcze w pierwszym starcie pobiegnę bez żadnej rozgrzewki.

Do wybicia godziny startu, a więc 10:00 pozostało jedynie kilka minut. W szaleńczym tempie zrzuciłem z siebie bluzę, spodnie dresowe i buty. W popłochu przyczepiłem numer startowy do koszulki startowej i drżącymi ze stresu dłońmi wplotłem chip pomiaru czasu w sznurówki butów. Zakładając w mgnieniu oka spodenki czułem, że któryś ze szwów nie wytrzymał i zwyczajnie puścił. Jak to się mówi “Jak się człowiek śpieszy to się diabeł cieszy“.

O 9:58 wpadłem do strefy startowej, w międzyczasie włączając zegarek, aby złapał sygnał satelity. Tam nastąpiła krótka odprawa Organizatora dotycząca przebiegu trasy. Już w tym momencie do wiadomości startujących została przekazana informacja, że faktyczny dystans jest dłuższy, niż tytułowa “dycha”. Punktualnie o godzinie 10:00 ruszyliśmy na przełajową trasę wiodącą przez pobliskie lasy i pola kwitnącego rzepaku.

Bieg

Ze względu na perypetie przedstartowe i przeciskanie się od końca do strefy do jej początku na trasę ruszyłem dopiero z którejś z kolei linii. Start był dość szybki, co przy zapowiadanej pofałdowanej trasie wydawało mi się szaleństwem. Przede mną była dość spora grupka osób a ja na zegarku miałem tempo w okolicach 3:20/km. Momentalnie podjąłem decyzję, że taki początek mnie absolutnie nie interesuje i tylko rozsądne rozłożenie sił może przynieść jakiś pozytywny efekt.

Do pierwszego kilometra dobiegłem otwierając drugą dziesiątkę. Przede mną było dziewięciu mężczyzn i jedna kobieta Aleksandra Jakubczak, która co warte zauważenia mimo, iż utożsamiana jest z miastem Zamość to jednak od jakiegoś czasu mieszka właśnie w Nieliszu. Już od pierwszej tabliczki dystans wskazywany na zegarku rozmijał się z tym umieszczonym przez Organizatora, co w przypadku biegu przełajowego nie może absolutnie dziwić.

Po minięciu oznaczenia pierwszego kilometra zacząłem powoli, ale konsekwentnie przesuwać się do przodu. Na początku minąłem trzy osoby i przeskoczyłem na siódmą lokatę. W niedalekiej odległości od siebie miałem Michała Zdunka z Frampola oraz Mariusza Łobaczuka z Chełma. Potrzebowałem około kilometra, aby dobiec do Michała i go wyprzedzić. W okolicach kilometra trzeciego na podbiegu dopadłem Mariusza, który pożyczył mi powodzenia w dalszej rywalizacji a ja pomknąłem dalej do przodu. Na tym etapie biegu zajmowałem piątą lokatę. Na 3,5 km trasy znajdował się pierwszy punkt nawodnienia. Krzyknąłem do wolontariuszy kilka metrów wcześniej, że jestem zainteresowany wodą. Spożyłem mały łyczek, resztę wylewając na głowę i ramiona, co w połączeniu z wiejącym w twarz wiatrem przyniosło kilkuminutowe, przyjemne ochłodzenie.

Zdjęcie wykonane na trasie biegu. fot. Karol Czajka

Przez kolejne półtora kilometra biegłem ponownie sam mając przed sobą jednego rywala a był nim Grzegorz Pawlak z Topoli. Krok po kroku jego przewaga topniała i wraz z minięciem tabliczki piątego kilometra wyprzedziłem również jego. Na półmetku rywalizacji znalazłem się więc na czwartej lokacie.

Na 7,5 km od startu znajdował się drugi punkt z nawodnieniem. Od razu zaznaczę (ale może jestem nie na czasie, bo długo nie startowałem), że dwa punkty na dystansie około dziesięciu kilometrów to już rarytas. Niestety nie udało mi się złapać kubka. Tego elementu nie mam opanowanego w zasadzie od samego początku przygody z bieganiem.

W moim wykonaniu ta druga połowa biegu nie należała do lekkich. Starałem się co prawda trzymać dobrze tempo, ale zmieniające się podłoże i ukształtowanie terenu powodowało, że było ono dość nierówne. Mimo to moja przewaga nad rywalami zza pleców systematycznie wzrastała, ale jednocześnie traciłem spory dystans do prowadzącej trójki.

W końcówce biegu odczuwałem już mocno jego trudy. Wysoka temperatura, pofałdowana trasa i fakt, że był to start bez większego luzowania (po 16 dniach treningu bez przerwy) oraz bez solidnej rozgrzewki sprawiły, że byłem mocno zmęczony. Nie skłamie pisząc, że w bezpośredniej rywalizacji ramię w ramię z szybkim biegaczem miałbym trudności z wykrzesaniem z siebie maksa na finiszu.

Druga połowa biegu nie przyniosła też znaczących zmian w czubie wyścigu. Prowadzący niemal od początku Artur Jendrych ze Świdnika nie oddał zwycięstwa aż do samej mety. Goniący go Krzysztof Jaworski ze Starego Sącza finiszował drugi. Pierwszą trójkę zamknął również mieszkający w Świdniku Arkadiusz Graj.

Ostatecznie bieg zakończyłem na 4 miejscu OPEN z czasem 38:02 brutto. Jestem przekonany, że faktycznie od minięcia startu i mety upłynęło dokładnie 38 minut, ale firma mierząca czas nie uwzględniała czasu netto. Na opublikowanych zdjęciach ze startu widać też wyraźnie, że nie było mnie na pierwszym planie. Dystans oscylował w okolicy 10,3 kilometra, co według zegarka przełożyło się na średnie tempo 3:41/km z całości.

Zdjęcie z medalem wykonane po biegu. fot. Karol Czajka
  • Klasyfikacja OPEN: 4/261
  • Klasyfikacja mężczyzn: 4/192
  • Klasyfikacja wiekowa (30-49 lat): 4/129

Zakończenie

Po zakończonym biegu już na spokojnie wybrałem się razem z Karolem na bardzo spokojne schłodzenie. Teraz czasu mieliśmy aż pod dostatkiem. Na 12:00 ustalono bowiem dekoracje zwycięzców.

Roztruchtanie okazało się jednak zbyt długie. Po powrocie w okolicę mety, sceny i biura zawodów nie załapaliśmy się już nawet na posiłek regeneracyjny. Zamiast zupki musieliśmy zadowolić się jedynie kromką chleba maczanego w świeżo wytłoczonym oleju. Taka sytuacja.

Zdjęcie wykonane przed dekoracjami. fot. Karol Czajka

Dekoracje rozpoczęły się z małym, ale akceptowalnym opóźnieniem. Na scenę wszedłem, ponieważ w kategorii OPEN nagradzanych było po sześć kobiet i sześciu mężczyzn. Pierwsza trójka otrzymała ładne statuetki przedstawiające motyw przewodni imprezy a więc olej. Dodatkowo przewidziano nagrody finansowe i tak kolejno za zajęcie I miejsca 400 złotych, II miejsca 300 złotych, III miejsca 200 złotych oraz miejsc od IV do VI po 100 złotych. Nagrody finansowe przekazywane miały być w formie przelewów bankowych, ale niestety do dnia publikacji tej relacji takowej nie otrzymałem. Doszło prawdopodobnie do pomyłki w moim adresie e-mailowym. Na skrzynkę pocztową miały być bowiem rozsyłane stosowne oświadczenia o numerze konta bankowego. Na swoją “stówkę” będę musiał zatem jeszcze trochę zaczekać.

Zdjęcie wykonane podczas dekoracji klasyfikacji OPEN. fot. Karol Czajka

Dodatkowo warto zaznaczyć, że aż jedenastu pierwszych mężczyzn na mecie to osoby z kategorii wiekowej M2 (30-49 lat). Wyróżnienia w klasyfikacji OPEN dublowały się z kategoriami wiekowymi, w skutek czego z Nielisza wróciłem niestety bez żadnej statuetki. Nie ukrywam, że sprawiłaby mi ona większą frajdę, niż przelane po pewnym czasie 100 złotych.

Fakt dublowania się kategorii OPEN z kategoriami wiekowymi od dawna budzi pewne kontrowersje, ale w tym przypadku Organizator wyraźnie ujął to w Regulaminie, więc nie mogę zarówno ja jak i inni uczestnicy mieć do tego dodatkowych zastrzeżeń.

Ocena imprezy

Olejarska Dycha to impreza biegowa, która prawdopodobnie również w kolejnych latach zagości w kalendarzu biegów na Lubelszczyźnie. Uroki Roztocza, malownicze lasy i pola sprzyjają aktywności fizycznej na łonie natury. Teren jest bardzo urozmaicony i potrafi zaskoczyć.

Pierwsza edycja każdego nowego biegu to zazwyczaj połączenie wielu organizacyjnych sukcesów oraz mniejszych lub większych wpadek. Tych drugich trudno całkowicie się ustrzec. “Błędy debiutanta”, któż o nich nie słyszał? W kilku zdaniach postaram się przedstawić to, co zasługuje na wielkie brawa, jak również to o czym należy pamiętać przy organizacji i przebiegu kolejnych edycji.

Bez chwili zawahania za sukces osób odpowiedzialnych za przeprowadzenie tej imprezy uznaję działania marketingowe i bardzo dobrze prowadzony profil na Facebooku. W zasadzie każdego dnia przed głównym wydarzeniem “coś się działo”. Nowe posty, grafiki, informacje, wideo. Profil wydarzenia “żył”. Tak samo było również przez kilka dni bezpośrednio po imprezie. Na prawdę dobrze to wyglądało.

Podziękowania należą się również za dobrze oznakowaną trasą, widoczne tabliczki oznaczające etap biegu oraz kluczowe zakręty. Ze swojej roli świetnie wywiązali się również wolontariusze. Na uwagę zasługuje fakt ogólnej, sympatycznej atmosfery, w jakiej zostały przeprowadzone zawody.

Sama trasa, choć wymagająca i nie sprzyjająca osiąganiu rekordowych wyników to jednak bardzo ciekawie usytuowana i różnorodna. Okoliczności przyrody i meta przy plaży zalewu to kolejny walor tej imprezy. Szkoda nieco wydłużonej trasy, ale plus za informację o tym podczas odprawy zawodników.

Niedociągnięcia, głównie te wspomniane już powyżej też się przytrafiły. Praca w biurze zawodów dla młodych osób, nie mających prawdopodobnie doświadczenia w tego typu działaniach z pewnością nie są łatwe. 30 minut przeznaczone na zapisy uzupełniające i wydawanie nieodebranych pakietów to zdecydowanie za mało. Choć sama procedura została zrealizowana przed wystrzałem startera to jednak wiele osób na start dotarło bez należytego przygotowania a czas, który mogli poświęcić na rozgrzewkę spędzili w namiocie biura zawodów. Owszem są osoby, którym takie przygotowanie nie jest potrzebne. Są jednak również takie dla których to elementarny etap poprzedzający wyścigi i rywalizację na wysokim poziomie.

Dublowanie się kategorii może wydawać się krzywdzące dla pewnej grupy osób. Sytuacja taka oczywiście dotyczyła m.in. mojej osoby, stąd taka ocena może być mało obiektywna. Uważam jednak, że w podobnej sytuacji znalazł się piąty i szósty biegacz przecinający linię mety. Każdy akceptując Regulamin wiedział na co się pisze, co nie zmienia faktu, że w przypadku Organizatora przemyślałbym inne rozwiązanie w kolejnym roku.

Całość imprezy oceniam bardzo dobrze. Doceniam starania, dobre chęci i zaangażowanych ludzi. Nie mam wątpliwości, że Ci, którzy przyczynili się do organizacji i przebiegu wydarzenia usłyszeli wiele pozytywnych opinii. Niech to napędza ich do działania w kolejnych latach a przy planowaniu następnej edycji przeanalizowali, który aspekt można poprawić, aby impreza miała charakter rozwojowy.

Published in10kmZawody

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.